• Napisał 
  • Wydrukuj
  • Email

Pierwsza pasja kaseciaki

Kaseciaki to moja pierwsza muzyczna miłość!!! pierwszy dostałem na gwiazdkę 1975 r., nazywał się MK-125 i był koloru czerwonego. Służył jakieś 5-6 lat, nagrywało się 2-ma palcami wciskając jednocześnie start i zapis.

Czego wtedy nie nagrywałem, jakieś rzewne piosenki Połomskiego, Santor, Kunickiej i artystów z zaprzyjaźnionych krajów ówczesnej demokracji „ludowej”.
Następny był Grundig, czyli radiomagnetofon produkowany w zakładach im. Kasprzaka w Warszawie, Wyglądał dość nowocześnie jak na tamte czasy…Potem już były sprzęty stereo - kolejny Kasprzako-Grundig, słuchany tylko na słuchawkach z Pewexu (o kupno kolumn wówczas nie było łatwo!).
Na początku lat 90-ch XX w. kupiłem „piękną” wieżę Samsunga (wytrzymała około 2-ch lat, w tych czasach ta marka nie była uosobieniem jakości...). Następnie były już całkiem niezłe dwukasetowe Sony oraz Pioneer, który był zresztą moim ostatnim kaseciakiem – biedak wyzionął ducha kilka lat temu...W międzyczasie miałem kilka walkmenów, po swój pierwszy pojechałem specjalnie do Berlina Zachodniego. Przez chwilę maiłem też turystycznego „jamnika”, czyli popularnego przenośnego dwukaseciaka z autorewersem, uchodzących pod koniec lat 80-ch za szczyt techniki i marzenie każdego fonoamatora.
Przez ponad 30 lat kolekcjonowałem kasety, w chwilach szczytu miałem ich pewnie jakieś 500-600 sztuk. Za komuny nagrywałem z radia bądź u "profesjonalnych" przegrywaczy płyty winylowych i pierwszych CD...Oj książkę mógłbym napisać jak nagrywałem ulubioną muzykę z 3-ki !!!!! To było prawdziwe polowanie! Miałem tez sporo nagranych oryginalnych kaset, z różnych stron świata (od świata zachodniego przez muzykę arabsko-turecką i bałkańską), ale temat samych kaset to materiał na odrębne opracowanie…

Artykuły powiązane

Zaloguj się by skomentować